Ślub Pauli i Miłosza to niesamowita historia o wielkej miłości, porządaniu,
o pierwszych przemówieniach, które miałam okazje usłyszeć na ślubie, o łzach wrzuszenia,
o szalonej podróży.

O dwójce pokręconych ludzi, którzy mają w sobie niesamowite pokłady empatii.
Ten moment, gdy przychodząc na przygotowania w ciągu 2 sekund stajesz sie częścią tej rodziny,  nieodłącznym elementem tej historii, która ustawia się w serduszku w kolejce "do zapamiętania".

Ślub w plenerze, kilka minut po okropnej ulewie, w cudownej oprawie kwiatowej - i ON - totalny freak z kumplami podchodzi do Urzędnika w rytmach starego, amerykańskiego rapu! (FUCK BEING POLITE!!!!!
A kilka chwil później - ONA - przekochana, romantyczna rusałka z wiankiem we włosach (i CONVERSAMI na nogach!) przy akompaniamencie skrzypiec. 
No więc to nie był jedyny moment tego dnia, kiedy łza stanęła w kącikach oczu, a zaraz potem głośno się śmiałam. Bo tego dnia mogłam być również świadkiem wzruszającego przemówienia. I pomyślałam wtedy, że totalnie rozumiem zachodnie tradycje - to uroczy moment w dniu Ślubu.

No i wtedy zwilgotniało oko znowu! 
Na deser tego wszystkiego, najlepsza impreza weselna tego roku odbyła się pod drewnianą wiatą. Z najlepszymi przyjaciółmi i rodziną, w rytmach muzyki ze Spotify i domową cytrynówką.
I wiecie co? Mogłam tam być nie tylko dzięki Pauli i Miłoszowi, ale również dzięki Roksanie z Roksanarobizdjęcia, która zgodziła się zabrać mnie ze sobą. 
I wielkie dziękuję - za całe dobro, którego mogłam doświadczyć.
Za zapełnienie małej szufladki w sercu - "do zapamiętania".

Comment