Byla wtedy jesień, gdy się poznaliśmy. Przy kawie i kremówce rozmawialiśmy o ich ślubie - już wtedy wiedziałam, że to przekochana i życzliwa para. 

Ona - uosobienie spokoju, ale szalona. I tak pięknie gra na skrzypcach.

On - no cóż, widać. Chłop jak dąb. I ten Dąb odpowiednio stąpa po ziemi by zapewnić Jej bezpieczenstwo i azyl. 

Takie spotkania dodają mi skrzydeł, wzruszający ślub i doskonałe światło podczas sesji plenerowej. Jest magia. Niech się niesie...

Comment